Kilkanaście godzin wyjętych z życia. Iker Casillas. Wesołych Świąt.
czwartek, 20 grudnia 2012
czwartek, 27 września 2012
Instynkt.
Czasem trzeba zrobić coś dla odmiany. Żeby nie brnąć cały czas do celu jedną ścieżką. Owszem, często zamiast tej prostej, łatwej, szerokiej, wybieramy krętą, wąską, wyboistą, ale dzięki temu mamy ciekawsze wrażenia z wędrówki. A i z większą radością docieramy wreszcie do stacji końcowej.
"Instynkt" funkcjonujący również pod roboczą nazwą "Autoportret z sokołem" to jeden z moich ulubionych rysunków. Zajął mi stosunkowo mało czasu, zatem automatycznie jakość i staranność wykonania nie zachwycają. Starałam się ukazać to, co zdołał uchwycić pewien fotograf, naciskając spust migawki. Strach, szacunek, intuicję - instynkt.
"Instynkt" funkcjonujący również pod roboczą nazwą "Autoportret z sokołem" to jeden z moich ulubionych rysunków. Zajął mi stosunkowo mało czasu, zatem automatycznie jakość i staranność wykonania nie zachwycają. Starałam się ukazać to, co zdołał uchwycić pewien fotograf, naciskając spust migawki. Strach, szacunek, intuicję - instynkt.
środa, 12 września 2012
No i tak... Lucyna i Tomek
Tym razem bez zbędnych komentarzy jeden z ostatnich bazgrołów.
Zwykli niezwykli ludzie. Oczy mówią same za siebie.
Nieco inna technika (może i techniką tego nazwać nie można, w każdym razie rysowałam w inny sposób niż do tej pory :)). Zaczynam doceniać wiszory.
czwartek, 6 września 2012
Po przerwie. Robert Lewandowski.
Muszę przyznać, że po kilku portretach minął mi 'dziki szał' na rysowanie. Stałam w miejscu, nie zauważałam detali determinujących charakter postaci. Lekko uniesionych kącików warg, opadniętych powiek, cieni na tęczówce... Wydaje się, że to drobiazgi, ale przecież w każdej dziedzinie życia o sukcesie decydują niuanse. Tak myślę.
Niedawno znów poczułam 'głód'. Ołówek sam dyktował ruchy mojej dłoni.
Niedawno znów poczułam 'głód'. Ołówek sam dyktował ruchy mojej dłoni.
Wciąż daleko do doskonałości, jednak już o krok bliżej niż na początku. Żeby dotrzeć do celu, trzeba iść. A ja lubię chodzić :))
niedziela, 2 września 2012
Drugie starcie. Michael Jackson.
Przyszła pora na kolejne podejście do tematu. Wybór postaci przyszedł bez zastanowienia. To musiał być Michael. Złapałam za ołówek (tym razem wyposażyłam się już w miększy, bodajże 4B) i po kilku godzinach szorowania paluchem po kartce wyszło coś takiego:
Wciąż niedoskonałe, niepewne, choć lepsze proporcje i cieniowanie. Miększa kreska (zasługa ołówka). Byłam dumna. Ilekroć spojrzę na ów rysunek, uśmiecham się pod nosem. Wisi w moim pokoju.
Wciąż niedoskonałe, niepewne, choć lepsze proporcje i cieniowanie. Miększa kreska (zasługa ołówka). Byłam dumna. Ilekroć spojrzę na ów rysunek, uśmiecham się pod nosem. Wisi w moim pokoju.
sobota, 1 września 2012
Początek. Heath Ledger.
Od tego się zaczęło. Pewnego pochmurnego dnia usiadłam przy biurku. Jak co dzień. Tym razem jednak nie wyjrzałam przez okno, lecz sięgnęłam po ołówek (stare, niezastrugane kreśliwo HB, które kiedyś kupiłam zapewne do szkoły).
Czasy licealne, zachwiane proporcje, nieświadomość kreski, zbyt ostre kontury, ot, rysunkowe juwenilia.
Czasy licealne, zachwiane proporcje, nieświadomość kreski, zbyt ostre kontury, ot, rysunkowe juwenilia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





